Dominik Kaczmarek „Ja i organy”

Po raz pierwszy dźwięk organów usłyszałem prawdopodobnie w dniu przyjęcia Chrztu Świętego czyli już ponad 15 lat. Kiedyś kuzyni pokazali mi, jak zagrać na malutkim keyboardzie melodię do Alleluja. Następnie tata nauczył mnie dźwięk po dźwięku kolędy Dzisiaj w Betlejem, a kiedy opanowałem już linię melodyczną, zająłem się dodawaniem akordów w lewej ręce. Bazowałem wtedy głównie na prostych trójdźwiękach durowych. Wkrótce przerobiłem samodzielnie podręcznik Ja i pianino i zacząłem korzystać z nut.

Od piątej klasy uczestniczyłem w pozalekcyjnych zajęciach koła instrumentalnego, gdzie mogłem „brzdąkać” na – ogromnym w porównaniu do mojego instrumentu – pianinie. Na kolejne święta Bożego Narodzenia rodzice kupili mi Śpiewnik Kościelny, gdyż najbardziej interesowała mnie właśnie muzyka liturgiczna.  Pewnego razu po koncercie organowym w poznańskiej farze miałem możliwość zagrania na tamtejszym słynnym instrumencie, co było spełnieniem jednego z marzeń.

W szóstej klasie zacząłem brać lekcje gry na keyboardzie w osiedlowym domu kultury, a także zakupiłem większy i lepszy instrument. Z kolei w wakacje uprzejmy organista znad morza udzielił mi kilku wskazówek dotyczących wykonywania pieśni.  W następnym roku kształciłem się w ognisku muzycznym działającym przy szkole na ul. Solnej. Był to, według mnie, czas ogromnych postępów, szczególnie technicznych, a także okres, w którym swoje zainteresowania rozciągnąłem na organową muzykę artystyczną. W 2012 roku, kierując się zachętą organisty z Jeżyc, postanowiłem udać się na drzwi otwarte do Państwowej Szkoły Muzycznej przy  ulicy Głogowskiej. Zdecydowałem w końcu, że będę startował zarówno do szkoły I stopnia – na fortepian, jak i II stopnia – na organy. Po pełnym zniecierpliwienia oczekiwaniu okazało się, iż dostałem się do obu. Wybór był oczywisty. Podczas letniej przerwy w nauce spełniło się moje kolejne marzenie: akompaniowałem i prowadziłem śpiew podczas mszy. Mimo że nie korzystałem z klawiatury nożnej i czasem zdarzały się drobne wpadki, uważam tamten tydzień za najlepszy w czasie wakacji.

We wrześniu,  pełen obaw, rozpocząłem (podwójnie) rok szkolny. Faktycznie, na początku nie było łatwo, ale jakoś dałem radę pogodzić wszystkie obowiązki. Kształcenie muzyczne jest niewątpliwie bardzo czasochłonne, lecz co najważniejsze, sprawia mi przyjemność. Kiedy już zasiądę do instrumentu, trudno mi się od niego oderwać. Zachwycają mnie różnorodne brzmienia piszczałek oraz geniusz muzyki polifonicznej. Jeżeli chodzi o autorytety w tej dziedzinie, wzoruję się m. in. na moim nauczycielu. Imponuje mi również  organista poznańskiej katedry.