…belgijska opowieść…


Wpisane przez Kingę Jamę dnia 11 listopada, 2013

Nagroda za osiągnięcia, dobre wyniki w nauce i zaangażowanie w pracę na rzecz innych zbiegła się w tym roku z Dniem Edukacji Narodowej. W tym dniu czworo uczniów z naszej szkoły:  Małgorzata Snopek, Paulina Płuciennik, Michał Budzisz i Franciszek Cofta wraz z opiekunami, panią Arletą Lehwark i panią pedagog Kingą Jamą rozpoczęło swoją belgijską przygodę.

W planach – całonocna podróż a następnie wiele atrakcji, zapewnionych zarówno przez organizatorów, jak i nas samych. Przygotowując się do wyjazdu nie mogliśmy przejść obojętnie obok Muzeum Kakao i Czekolady czy Muzeum Komiksu. Tylko, czy starczy nam na to czasu? Wszystko przed nami.

Nocna podróż przebiegła szybko. Wielu z nas zasypiając w Polsce obudziła się w innym kraju. W samo południe dotarliśmy do stolicy Belgii. Bruksela przywitała nas piękną pogodą, nowoczesnymi budynkami Parlamentu Europejskiego i mnóstwem atrakcji. Naszą przygodę zaczęliśmy od zwiedzenia miasta. Zobaczyliśmy Atomium a następnie w czasie wolnym przeszliśmy przez Galerię Św. Huberta, zawędrowaliśmy na Grand Place i do Manneken Pis. Nie udało nam się zdążyć do Parku Mini Europy ale za to prawie odwiedziliśmy króla i królową (z polskimi korzeniami) Belgii. Po krótkiej przeprawie przez stolicę przejechaliśmy autokarem do hostelu, w którym byliśmy zakwaterowani.

Leuven – zrobiło na nas ogromne wrażenie. Piękne, studenckie – malownicze miasteczko, pełne ciekawych kamieniczek, urokliwych uliczek i rowerów. Zaraz po zakwaterowaniu udaliśmy się na zwiedzanie. O mało co nie spóźniliśmy się  na trzydaniową kolację. Najedzeni udaliśmy się na mecz reprezentacji Belgii, który w ciekawym klimacie mogliśmy obejrzeć na telebimie umieszczonym w centrum miasta. Po pierwszej połowie trzeba było jednak wrócić, ponieważ następnego dnia wcześnie wyjeżdżaliśmy.

I wyjechaliśmy – zaraz po śniadaniu. Tego dnia zwiedzaliśmy Parlament Europejski, w którym spotkaliśmy się z posłem, panem Filipem Kaczmarkiem. Pan Kaczmarek w bardzo interesujący sposób opowiedział nam o swojej pracy, pracy posłów czy pomocy humanitarnej, którą się zajmuje. Po spotkaniu – wyruszyliśmy na podbój europejskiej stolicy.

Niewątpliwą przygodą okazał się przejazd metrem i zakup biletów oraz zaskakujące spotkania z rodakami mieszkającymi w Belgii (w brukselskim metrze lub w sklepie z haftem i koronkami).  Rozbawieni trafiliśmy do Muzeum Kakao i Czekolady, w którym dowiedzieliśmy się, jak przez lata powstawała prawdziwa belgijska czekolada i pralinki, na które nie mogliśmy napatrzeć się w sklepowych witrynach.  Pokaz połączony był z degustacją, co od razu przypadło nam do gustu. Zachęceni smakiem czekolady – udaliśmy się na  czekoladowe zakupy. Czas minął szybko i wnet spotkaliśmy się na wykwintnej kolacji z panem Kaczmarkiem. Mięsa, ciasta, desery, owoce morza i fontanna czekolady – to tylko niektóre smakołyki, które czekały na nas w restauracji Colmar. Pełni wrażeń wróciliśmy do hotelu.

Kolejny poranek był już ostatnim porankiem w Belgii – po śniadaniu wyruszyliśmy do Antwerpii. Kolejne piękne miasto, które bardzo nas urzekło.  Zwiedzanie zaczęliśmy od katedry z dziełami Rubensa, zachęceni twórczością słynnego barokowego malarza odwiedziliśmy jego dom. Dzięki pani pedagog – udało nam się chodzić tymi samymi korytarzami, co sam Rubens – całkowicie za darmo. Po Rubensie przyszedł czas na największy zabytkowy dworzec kolejowy, diamentowe ulice i zakup pamiątek (nie tylko słodkich ale i smerfnych). Nie mogliśmy też przejść obojętnie obok belgijskich specjałów, takich jak gofry czy frytki  z majonezem.

Niestety to, co dobre szybko się kończy. Brukselskie atrakcje długo będziemy pamiętać.

Za nagrodę i możliwość wyjazdu raz jeszcze dziękujemy panu Filipowi Kaczmarkowi.

…a do Brukseli jeszcze wrócimy – musimy zobaczyć to, na co zabrakło nam czasu – europejskie mini budowle i trzypiętrowe Muzeum Komiksu…