Basia Sikora z klasy II PSLO podbiła Stany Zjednoczone!

Zespół Szkół Salezjańskich w Poznaniu to miejsce, gdzie pomaga się spełniać marzenia i realizować cele. Nauczyciele i wychowawcy pomagają na co dzień, gdy stawiamy czoła zwyczajnym wyzwaniom. Ale nie pozostają obojętni także wtedy, gdy marzenie wydaje się niemożliwe do realizacji. Miałam okazję przekonać się o tym całkiem niedawno.

Rada Pedagogiczna wybrała mnie, bym mogła wyruszyć w podróż do Stanów Zjednoczonych. Jestem pewna, że kolejni uczniowie też pójdą w moje ślady. Nigdy nie zapomnę uczucia, które towarzyszyło mi, kiedy dowiedziałam się, że wkrótce będę mogła zobaczyć to niezwykłe miejsce. Po prostu… zaniemówiłam. Nie miałam pojęcia, co powiedzieć. Wiedziałam, że czeka mnie jeszcze trochę formalności i załatwiania spraw urzędowych. Byłam jednak przekonana – warto podjąć się tego wysiłku.

Z radością i entuzjazmem mieszały się oczywiście wątpliwości. Pojawiał się strach i niepewność. Tych uczuć nie kryli również moi rodzice. Samolot jest najbezpieczniejszym środkiem transportu. Jednak perspektywa oderwania się od ziemi i świadomość, w jak niebezpiecznych czasach żyjemy, na pewno nie pomagały. „Po drodze” trzeba było jeszcze odwiedzić stolicę, by odebrać wizę. Cieszę się, że mogłam zobaczyć Warszawę, to piękne miasto.

Lot był niezapomnianym przeżyciem. Na miejscu zaopiekowała się mną rodzina Lindholmów. Mieszkaliśmy razem przez pięć niezwykłych tygodni. Rodzinka była naprawdę sympatyczna: Vicki i Jimmy – rodzice wychowujący trzy wyjątkowe córki. Z siedemnastoletnią Claire miałam kontakt już przed podróżą. Umożliwiły nam to nowoczesne środki komunikacji. Szybko też znalazłyśmy wspólny język, ponieważ połączyły nas takie same pasje. Czternastoletnia Holly i dwunastoletnia Vanessa także spędzały z nami sporo czasu.

Na nudę nie mogłyśmy narzekać. Przede wszystkim dlatego że Felch Township – prowincja położona w północnej części stanu Michigen, gdzie mieszkała moja tymczasowa rodzina – była położona w bardzo malowniczym miejscu. To zupełnie zburzyło moje wyobrażenie o Stanach Zjednoczonych. Byłam bardzo mile zaskoczona. Tam zetknęłam się z Ameryką odległą od stereotypowych skojarzeń, daleką od ruchu ulicznego i drapaczy chmur, ale z dziką naturą, przepięknymi zachodami słońca, życzliwymi ludźmi, ciszą i spokojnym rytmem życia.

W ciągu tygodnia często przebywałyśmy nad jeziorem. Pomysłów, by zorganizować sobie czas, nie brakowało. Chętnie uprawiałyśmy sporty wodne. Łapałyśmy też żółwie i żaby. Okazało się, że stworzenia te są bardzo fotogeniczne. Lubiłyśmy robić im zdjęcia. Oczywiście po każdej takiej sesji zwierzęta były przez nas wypuszczane. Spokojnie wracały z powrotem do swojego naturalnego środowiska.  Nie zapominałam także o integracji z zagranicznymi rówieśnikami. To była świetna zabawa. Czułam, że z każdym dniem mogłam czuć się bardziej swobodnie, bariera językowa już nie stanowiła problemu.

W czasie weekendów celem naszych wypraw były zwykle miejsca oddalone nieco dalej od domu. Podróżowaliśmy tam zwykle całą rodziną. Jako środek transportu służył nam oczywiście samochód. Zwiedzaliśmy okoliczne miasta. Byłam w Chicago, które zwane jest także Wietrznym miastem („Windy city”). Miejscowość leży w stanie Ilinois. Największe wrażenie zrobiły na mnie wieżowce i drapacze chmur.  Jest ich tutaj aż czterdzieści. Wyglądają bardzo różnorodnie: postmodernistyczne, szklane, współczesne – takie, które kształtem przypominają lodowiec. To miasto nigdy nie śpi, a jego gwar nie cichnie. To również zrobiło na mnie wrażenie. Zadbaliśmy, by odwiedzić również miejsca „edukacyjne”. Byliśmy w muzeum, gdzie mogłam zobaczyć szkielet ogromnego dinozaura i dowiedzieć się wielu ciekawych faktów o historii naszej planety.

Nie zapominaliśmy również o rozrywce. Nigdy nie zapomnę adrenaliny, która pojawiła się podczas zabawy w parku rozrywki, gdzie zjeżdżałam z najwyższych Rollercostrów. Na uwagę zasługuje fakt, że ten park rozrywki mieścił się w środku gigantycznej galerii handlowej. To może zdarzyć się tylko w Minneapolis

Charakterystycznym punktem północnej części Stanów Zjednoczonych jest Kraina Wielkich Jezior.  Podczas jednego z naszych wyjazdów udaliśmy się nad największe pod względem powierzchni jezioro – Ontario ( jezioro Górne). Moim oczom ukazały się krajobrazy odmienne niż w poprzednich punktach wycieczek. Krystalicznie czysta, zimna woda, która rozciąga się aż po sam horyzont. To zbiornik ogromny jak morze. Miałam okazję również spędzić parę dni nad jeziorem Michigan i Huron, był to wyjazd niespodzianka. zaplanowany przez Vicki i Jimm’ego w przedostatni weekend pobytu.  Do miejsca noclegu dostaliśmy się, przejeżdżając przez pięciomilowy most, aby stamtąd udać się statkiem na Mackinac Island – wyspę wolną od ulicznego zgiełku, na której jedyne dozwolone środki komunikacji (oprócz własnych nóg)  to bryczka i rower. Zadbane kwiaty i skalniaki,  drewniane domki w pastelowych kolorach, faktorie czekolady i popcornu nadawały miejscu dużo uroku i charakterystycznego klimatu. Wyspa stała się jednym z moich ulubionych miejsc odwiedzonych podczas całej podróży.

Wyjazd z pewnością nie byłby taki udany, gdyby nie rodzina na jaką trafiłam.  Jej gościnność i serdeczność sprawiła, że przez pięć tygodni pobytu ich dom stał się dla mnie prawdziwym domem.  Wyjazd oprócz szansy na podszkolenie umiejętności językowych, pozwolił mi zetknąć się z inną kulturą. To okazało się ciekawym i inspirującym doświadczeniem Obcowanie w życiu codziennym z ludźmi o innej mentalności, innym podejściu do życia i problemów, czy zetknięcie się z inaczej rozumianą rozrywką i poczuciem humoru, było bardzo wzbogacającym doświadczeniem. Zachwyciłam się pięknem innego kraju. Nie zapominałam oczywiście o tym, co pięknego zostawiłam w Polsce. Za tym tęskniłam. Wracam dojrzalsza i pewniejsza siebie. Jestem też bogatsza o coś bardzo cennego – nowe relacje i więzi, które mają szansę przetrwać, jeśli będą odpowiednio pielęgnowane. Postaram się o to ze wszystkich sił.

Dziękuję Pani Katarzynie Jurkowskiej i jej mężowi Johnowi Nowickiemu. To dzięki ich życzliwości mogłam otworzyć drzwi do zupełnie innego miejsca, niż te, które znałam do tej pory. Teraz wiem, że kolejne będę otwierać już pewniej i swobodniej. Jestem wdzięczna szkole, że nie tylko o marzeniach mówi, ale także pomaga je spełniać. To wielki skarb. 

usakolaz-1