Relacja Adama Zemlera ze stypendium w Niemczech

Od pewnego czasu, mniej więcej od początku 1 liceum, zacząłem się dość intensywnie interesować językiem niemieckim. Starałem i staram się wciąż rozwijać moją znajomość tego języka. Niemniej jednak, sam fakt ochoczej nauki niemieckiego i jego promowanie wśród znajomych i ogólnie życiowo sprawiły, że zostałem nagrodzony stypendium Ministerstwa Sprawiedliwości, Spraw Europejskich i Ochrony Konsumentów Kraju Związku Brandenburgia.
 
Jakkolwiek tajemniczo by to nie brzmiało i jaką niemiecką dokładnością by nie zalatywało, dzięki współpracy Wielkopolski i Brandenburgii mogłem pojechać na 11 dni do tego naprawdę pięknego niemieckiego landu, by tam, wraz z grupą 5 moich rówieśników (Natalią z II LO w Poznaniu, Andreeą i Elisei z Siedmiogrodu oraz Justinem i Jeremym z Brandenburgii) za pomocą sztuki multimedialno-teatralnej promować wybory do Parlamentu Europejskiego, jak i nasze regiony, i pokazać, jak mogą razem współpracować, by wspólnie tworzyć coś dobrego i potrzebnego w świecie. Ponadto była to niesamowita okazja do podszkolenia moich niemieckich zdolności językowych.
 
 Każdy uczący się niemieckiego wie, że „Aller Anfang ist schwer” („Początki bywają trudne”), i nie inaczej było ze mną w Poczdamie. Stres językowy, panika, strach przed odezwaniem się choćby słowem. Z tego wszystkiego, aż zapomniałem przy kolacji, jak po niemiecku poprosić o widelec. Ale w każdej sytuacji trzeba sobie radzić. Zawsze mogłem liczyć na pomoc bardziej doświadczonej językowo Natalii czy koordynator projektu, pani Antoniewicz. Nie było też problemu, by poprosić niemieckich przyjaciół o lekkie przyhamowanie, gdy brzmieli jak ci spikerzy z domów aukcyjnych. Z biegiem czasu nabierałem coraz bardziej na odwadze, by po kilku dniach się otworzyć i szprechać może nie jak natywny użytkownik niemieckiego, ale przynajmniej w stopniu, który już nie powodował kompleksów i bólu brzucha. Każdy przecież też wie, że „Übung macht den Meister” („Praktyka czyni mistrza”).
 
Po 4 dniach próbowania naszej sztuki teatralnej ruszyliśmy w „tournée”: 6 spektakli w różnych niewielkich brandenburskich miasteczkach przed różnymi widowniami – od 8 osób w ośrodku młodzieżowym w Blossin do 150 na widowni w auli jednego z niemieckich Gymnasium w Bad Freienwalde.
 
Najlepsze, jak zawsze, zostało na koniec. Najlepsza widownia gościła nas w ratuszu miasteczka Wittstock. Tam również, nasza grupa najbardziej otworzyła się na siebie nawzajem, i to właściwie ostatni dzień (i prawie nieprzespana noc) sprawiły, że z całą grupą do teraz wymieniamy się wiadomościami na WhatsAppie. Nauczyłem się nawet jednej z rumuńskich piosenek! (No dobra, tylko refrenu, ale zawsze coś)
 
Nauka języka na żywym organizmie, poznawanie nowych ludzi i kultur i promowanie czegoś ważnego to jak dla mnie deal życia i z całą pewnością mogę stwierdzić, że rozwinęło mnie to niczym dywan przed Angelą Merkel.
 
Całkiem możliwe, że tą samą wesołą ekipą spotkamy się jeszcze na spektaklach w Polsce i potem Rumunii, ale o tym pewnie jeszcze będę dawał znać. Dziękuję wszystkim, którzy się do mojego „Ausflugu” przyczynili i chciałbym, żeby każdy miał możliwość tak podszlifować język, bo to zupełnie coś innego, niż słówka na kartkówce, których w połowie i tak nie będziemy potem pamiętać (a na pewno nie rodzajników).
 

PS Cokolwiek ludzie nie mówią, niemiecki jest SUPER! (czyt. „zupaaaa”, w końcu to po niemiecku)

Adam Zemler