Życie na sceny rozpisane… (po spektaklu)

Opadły emocje, ucichły dźwięki utworów Henryka Warsa i Licealna Grupa Teatralna miała okazję podsumować swój kolejny występ, czyli spektakl zatytułowany “Życie na sceny rozpisane”.
Zanim całkowicie pochłonie nas praca nad nowym przedstawieniem, które planujemy pokazać w połowie kwietnia, zapraszamy do oglądania zdjęć z dnia 29 stycznia oraz do przeczytania recenzji naszego spektaklu.

Teatr życiem? Życie teatrem?

– o spektaklu Licealnej Grupy Teatralnej

„Życie to nie teatr”. Oto cytat z piosenki Edwarda Stachury, którego prawdę podważyła niedawno Licealna Grupa Teatralna (ten nasz szkolny The Globe) podczas swojego najnowszego spektaklu. W ostatni wtorek stycznia mieliśmy okazję obejrzeć sztukę przygotowaną pod auspicjami pani profesor Anny Kukorowskiej, a wystąpili w niej: Agnieszka Gońda, Małgorzata Snopek, Agnieszka Suchowiak, Cezary Fritzkowski, Dawid Ptak i Cyrus Sidor. W zespole pojawiły się również dwie nowe twarze, zadebiutowali Jakub Wiśniewski i Mateusz Wolniewicz. Aktorom podczas wykonywania piosenek akompaniowali Wiktor Wobszal i Stanisław Kukorowski.

Przedstawienie pod tytułem „Życie na sceny rozpisane” opierało się na tekstach bardzo różnych autorów. Począwszy od Szekspira, przez Ibsena, Gombrowicza i jeszcze paru innych, a skończywszy na Woody’m Allenie. To dopiero mozaika, a na dodatek pomiędzy sceny z szanujących się dramatów powplatały się popisy lżejszego gatunku (przedwojenne piosenki albo Tuwimowska „Lokomotywa” – ta ostatnia została szczególnie żywiołowo przyjęta przez widownię).

Kolejne sceny przedstawiały różne etapy życia człowieka, które, jak się okazuje, ma wiele wspólnego (czasami zdecydowanie zbyt wiele) z niekończącym się występem na scenie, podczas którego co rusz wpada się w nowe role, sztuczne sytuacje i tragikomiczne nieporozumienia. Bohaterowie, nie mając wyjścia, rzucają się w ten wir zdarzeń, starając się w nim nie pogubić. Efekty tych działań najtrafniej oddaje, przychodzący widzowi na myśl cytat: Bo teatr to jest śmiech, kolego, bo teatr to jest płacz, kolego! To są te trzy elementy!

Aktorzy mieli przed sobą bardzo trudne zadanie: skupić swoją grą uwagę publiczności, która – jak powszechnie wiadomo – niesłychanie szybko nudzi się tzw. momentami skłaniającymi do refleksji. Na szczęście powiodło się i zarówno poważne, jak komediowe sceny wyszły tak samo dobrze, zagrane swobodnie i w wartkim tempie. Publiczność miała przyjemne wrażenie, że aktorzy dobrze czują się w tym, co robią, nieważne czy snują filozoficzne refleksje nad życiem, czy kończą puentą jakiś żart. Aż boję się pomyśleć, ile wysiłku trzeba było włożyć w przygotowanie tego przedstawienia. Na koniec nie pozostaje mi chyba już nic innego jak powtórzyć za Szekspirem to, co on sam napisał o pewnej trupie: Żaden Seneka nie jest dla nich za ciężki, żaden Plaut za lekki. I oby tak pozostało.

Zuzanna Piechota