Lekka jak piórko, drobna jak okruszek, czyli co drzemie w sercu salezjańskiej baletnicy?

Aleksandra Sucharska jest uczennicą naszego gimnazjum. Obowiązek szkolny musi godzić ze szkołą baletową, co wcale nie jest łatwe. Ola zaczęła tańczyć, gdy miała pięć lat, teraz możemy ją podziwiać na różnych konkursach. Na ostatnim z nich – „Zostań gwiazdą piątych urodzin galerii Pestka” salezjańska baletnica wygrała główną nagrodę w kategorii taniec. Efekty ogromnej pracy uczniów szkoły baletowej będziemy mogli obejrzeć 27 czerwca w Teatrze Wielkim w Poznaniu.

Nozomi i Róża: Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z tańcem?

Aleksandra Sucharska: Gdy byłam mała, często oglądałam w telewizji spektakle baletowe. Przyglądałam się z wielką uwagą pięknym umalowanym paniom, które stawiały kroki z godną podziwu delikatnością i lekkością. Rozmarzyłam się, też chciałam tańczyć jak one. Postanowiłam poprosić mamę, aby zapisała mnie na takie zajęcia.

N i R: Co daje Ci taniec?

A.S.: Przede wszystkim ogromną radość, ponieważ spełniam swoje marzenia. Oprócz tego, że jest to dla mnie wielka frajda, to widzę jeszcze inne korzyści: taniec klasyczny kształtuje odpowiednią postawę. Zapewnia świetną koordynację ciała.

N i R: Co jest najtrudniejsze w tańcu?

A.S.: Wszystko! W balecie każda pozycja wymaga ogromnego nakładu pracy mięśni. Trzeba być przygotowanym na to, efektów nie zobaczymy szybko. Początkowo nie wszystko będzie nam wychodzić. Dlatego ważne jest również to, aby się nie poddawać, ponieważ wtedy możemy zmarnować ogromny talent.

N i R: Kto jest Twoim najwierniejszym fanem?

A.S.: Na pewno rodzina i przyjaciółki ze szkół.

N i R: Często miewasz chwile, kiedy taniec jest dla Ciebie męką a nie przyjemnością?

A.S.: Był taki moment, gdy miałam już tego dosyć. Zajęcia pochłaniają ogromną ilość godzin, dlatego nie miałam czasu na spotkania ze znajomymi. Pamiętam, że była taka chwila, kiedy balet po postu mi się znudził. Chciałam posmakować czegoś innego. Ale teraz chcę się rozwijać i być coraz lepsza, by wkrótce tańczyć jak moje nauczycielki.

N i R: Czy w Twojej karierze przydarzały się zabawne sytuacje?

A.S.: Podczas jednego z występów zdarzyła mi się mała wpadka. Wyszłam z drugiej strony sceny, zupełnie z innych kulis. Na szczęście wybrnęłam z tego. Energicznym skokiem przeskoczyłam na właściwe miejsce.

N i R: Wiemy, że taniec nie jest Twoją jedyną pasją? Podobno jeździsz konno… Jak to się zaczęło?

A.S.: Jeżdżę konno od szóstego roku życia. Zaczęłam interesować się tym, kiedy po raz pierwszy siedziałam na końskim grzbiecie. Może była to tylko zwykła “oprowadzanka”, ale podobało się mi jak nigdy dotąd. Nie jeżdżę na zawody, po prostu robię to dla siebie, jako hobby. Każdemu polecam jazdę konną. Jest to niesamowite przeżycie, a konie są wspaniałymi zwierzętami.

N i R: Życzymy Ci dalszych sukcesów, samych udanych występów, pomyślnego rozwoju kariery i nieustającej radości, jaką daje rozwijanie pasji. Powodzenia! Dziękujemy za rozmowę.

Z Aleksandrą Sucharską rozmawiały Nozomi i Róża Winter