“Kaleńska wyprawa 3 LO”

“Kaleńska wyprawa 3 LO”
Choć wrzesień dopiero, nauki czas,
My już bierzemy nogi za pas.
Bo maturzyści to taka ekipa,
Co ceni sobie do lasu wypad.
I nie inaczej było tym razem,
Zgodnie z rozsądku cichym przykazem.
Aby się bawić, póki możemy,
Zanim w odmętach matury zginiemy.
Więc środa rano, szósta godzina,
Klasa wycieczkę swą rozpoczyna.
Trasa prowadzi nas do Szczecinka,
Po szybkiej przesiadce jeszcze godzinka.
Na miejscu zwarte kwaterowanie,
Gdyż czeka już na nas pierwsze wyzwanie.
Wiatrówki, tarcze i śrut gotowy,
Choć wynik strzelania nie jest wzorowy.
To jednak rozrywka jest doskonała,
Następnie zmiana klimatu mała.
Na park linowy tłumnie ruszamy,
Lękom wysokości wyzwanie rzucamy.
Po takim wysiłku jeść sporo należy,
Więc do jadalni ekipa bieży.
Zaś po obiedzie i sjesty chwili,
Godzinę w kajakach niektórzy spędzili.
Bo pływać powinien, kto tylko może,
Świat bez kajaków? “Smutno mi, Boże!”
Rozgrzani w wodzie co poniektórzy,
Podjęli wnet dalszy wysiłek duży.
I szybki meczyk plażowej siatkówki,
Zagrali z zapałem bez żadnej wymówki.
Wieczorem, gdy kiszki zwarły formację,
I marsza grały; Hajże na kolację!
Dzień pierwszy wycieczki, jak na nas przystało,
Kończymy imprezą i to niemałą.
Lecz może już przejdźmy do dnia drugiego,
W różne atrakcje nie mniej obfitego.
Dnia tego właśnie, tuż po śniadaniu,
Pojawia się plotka o grzybobraniu.
Choć nasza wyprawa takiego oblicza
Nie miała, jak w słynnym dziele Mickiewicza,
Jednakowoż przyjemność była niemała,
Pogoda w przechadzce też nie przeszkadzała.
Pośrodku zaś lasu, spore zdziwienie,
Równiutkie koła tworzą kamienie.
To rytualne Gotów są kręgi,
O ich znaczeniu milczą mądre księgi.
Księgi zbójeckie też nic nie dają,
W sferze domysłów nas pozostawiają.
Na obiad wracać jednakże trzeba,
Tutejsza kuchnia przychyla nam nieba.
Dalsze plany już ułożone,
Kierują nas wszystkich w jeziora stronę,
By w smoczej łodzi miejsca zajmować,
Po tafli wody wnet powiosłować.
Tu dodam gwoli wytłumaczenia,
Choć w tej historii niewiele to zmienia,
Iż smocze łodzie kajaków kształt mają,
Mięśnie dwudziestu je napędzają.
Do tego sternik, co (WOW!) steruje,
Pod wodzą bębniarza łódź fale pruje.
Kiedy zaś łajba do brzegu dobiła,
Myśl o siatkówce wydała się miła.
Więc gramy razem z dzielną brygadą,
Zgodnie ze sportu tego zasadą.
Jeśli nie chcesz mojej zguby,
Ładne serwy poślij luby.
Kto czytał “Zemstę” ten wie o co chodzi,
Lecz autor niedługo wszystkich zagłodzi.
Czas na kolację, bez wątpliwości,
Plany na wieczór są już w całości.
Tuż po posiłku ognisko płonie,
Klasa zamarznięte grzeje swe dłonie.
Tymczasem przy stole siadają niektórzy,
Kart talia przed nimi partyjkę wróży.
Czas teraz opisać tu dzień ostatni,
Przez deszcze byliśmy niestety ciut stratni.
Pomiędzy śniadaniem a potem obiadem,
Dwa punkty mamy zgodnie z rozkładem.
Pierwszą rozrywką są Archer Tagi,
Łuczniczy paintball wymaga odwagi.
Następnie zgodnie z tradycją wycieczki,
Rozegrać trzeba mecz siatkóweczki.
Następnie obiad i pakowanie,
Choć nikt ochoty nie ma tu na nie.
Mimo że powrót już do Poznania,
Wrócić tam kiedyś nikt nie zabrania.
Zaś jeśli ktoś jeszcze ma wątpliwości,
Niech wie, że trudno o więcej radości.
Co zaś z nami dalej będzie,
Nikt tej wiedzy nie posiędzie.
“Niech się dzieje wola nieba,
Z nią się zawsze zgadzać trzeba”

tekst: Antek Dąbkiewicz
foto: Sebastian Podstawski

Fotorelacja w galerii – zapraszamy