Wspólne granie …

Na początku września uczniowie naszego gimnazjum i liceum wraz z gitarzystami zebranymi na Starym Rynku zagrali wspólnie utwór  „Should I Stay or Should I Go” zespołu The Clash. Koncert odbywał się pod patronatem Polskiej Akademii Gitary. Nieodłącznym elementem  tych cyklicznych koncertów jest doświadczenie mocy energii wspólnego muzykowania. Zapraszamy za rok na kolejny Happening Gitarowy – niezapomniane wrażenia gwarantowane.

Uczenniaca Natalia Podemska 2c PGS

IMG_0062

Nasze pasje …

Mistrzowie Polski uczniowskich klubów sportowych – UKS “16” Gigant Poznań wkroczyli w główną fazę przygotowań do sezonu. Wraz z kadrą trenerską przebywali od 8 do 15 listopada na lodowcu Kitzsteinhorn koło Kaprun w Austrii, szlifując formę w warunkach zimowych. Treningi w grupach szkoleniowych przebiegły bez zakłóceń i wypadków. Do południa zawodnicy ćwiczyli na trasie slalomu giganta, a po południu grupy zaawansowane trenowały na najtrudniejszej trasie lodowca, wszystko prawie 3000m n.p.m.!

Wcześniej mogli korzystać tylko z sztucznego stoku Malta Ski, na którym treningi rozpoczęli już we wrześniu.

Jednym z zawodników klubu, jest Stanisław Gardzielewski, uczeń kl. IC gimnazjum. Rozpoczynał jako 5 latek, dziś ma na swym koncie wiele indywidualnych (m.in. złoto w Mistrzostwach Wielkopolski, brąz na Mistrzostwach Polski Family Cup) i grupowych (3-krotny Drużynowy Mistrz Polski z UKS16Gigant) sukcesów.

W nowym sezonie życzymy mu sięgnięcia po kolejne medale!

Szok i niedowierzanie, reklama społeczna niech się stanie!

Szok i niedowierzanie, reklama społeczna niech się stanie!

Po roku intensywnej pracy nad projektem gimnazjalnym odbyła się długo wyczekiwana premiera reklamy społecznej. Uczniowie dnia 12 czerwca wygłosili także mini wykład dotyczący reklamy – jej funkcji, oddziaływania, skuteczności i koncepcji „AIDA”.

Joanna Piasecka

Szok i niedowierzanie to efekt, który chce wywołać większości twórców reklam społecznych, a w szczególności produkcji amerykańskich. Powstała pewna kultura szoku, której głównym celem jest dotarcie do widza przez rygorystyczne sceny czy przerażające i brutalne historie.

Barbara Sikora

Postanowiliśmy odejść od tej konwencji i stworzyć coś bardziej pozytywnego i świeżego, coś co sprawi, że widz po obejrzeniu reklamy nie będzie zdołowany, a raczej zmotywowany do działania i zmiany. Reklamy społeczne, które znamy i kojarzymy z telewizji najczęściej dotyczą problemów z używkami, przemocą oraz zbyt szybką prędkością na drogach. W tym aspekcie również postanowiliśmy stworzyć coś nieszablonowego, dlatego poruszyliśmy problem, który dotyczy większości nastolatków, a mianowicie brak pasji.

Maria Andrzejewska

Jak narodził się nasz pomysł? To proste. Jesteśmy młodzi i pełni optymizmu. Wierzymy, że można nim zarazić skuteczniej niż dawką negatywnej energii. Pesymizmu w naszej rzeczywistości i mentalności nie brakuje. Stwierdziliśmy zatem, że większym szokiem będzie, jeśli wśród tych negatywnych przekazów pojawi się wreszcie jakiś promyk słońca i radości.

Barbara Binczewska

Co zatem chcemy Wam pokazać? Stworzyliśmy reklamę społeczną, która ma zachęcać młodzież do aktywnego spędzania wolnego czasu, zawierania bliskich znajomości z rówieśnikami i spotykania się z nimi. Nade wszystko chcemy przekonać widzów, że warto mieć jakąś pasję. Zamiłowanie, które się stale rozwija. Ilu z nas może się szczycić tym, że znalazło to, co kocha? Niewielu, ponieważ  najczęściej wybieramy ucieczkę do wirtualnego świata. Zapragnęliśmy to wszystkim uświadomić i przekonać, że to właśnie pasja pozwala żyć pełnią, żyć kolorowo.

Ewelina Wajnert

Skupiliśmy się na zaletach posiadania pasji, a nie na przykrych skutkach jej braku. Wierzymy, że każdy poczuje się zachęcony, by odnaleźć swoje zamiłowanie. A jeśli już takie ma, by rozwijać je jeszcze intensywniej.

Mateusz Boiński

W naszej reklamie mamy 11 scen. Nagranie jednej zajmowało średnio półtorej godziny. Zatem na zdjęcia poświęciliśmy ponad 16 godzin! Trudno w to uwierzyć, kiedy patrzy się na efekt końcowy – reklama trwa dwie minuty. Ważną rzeczą, bez której reklama czy film nie może istnieć to ruchy kamery. Muszą one być płynne i starannie przemyślane. Wspólnie zadecydowaliśmy o podjęciu się zrobienia wózka, który upłynni całość.  Wykonanie go zajęło mi 3 godziny i kosztowało nas 125 zł. Dość długo zastanawialiśmy się też nad wyborem odpowiedniej muzyki. Oddziaływanie na zmysł słuchu jest przecież bardzo ważne w reklamie. Kiedy już udało nam się podjąć wszystkie decyzje, pozostał montaż, czyli posklejanie poszczególnych części w całość – jak puzzle. Ta układanka wymaga jednak nieco więcej wysiłku. Trzeba mieć pomysł, umiejętności i cierpliwość. Znajomość odpowiedniego programu komputerowego też się bardzo przydaje.

Zdjęcia z planu filmowego znajdziecie w galerii.

By zobaczyć naszą reklamę wystarczy wypowiedzieć magiczne zaklęcie:

Szok i niedowierzanie. Reklama społeczna niech się stanie!

 

Moja pasja – minerały

    Jedną z moich pasji, a raczej czymś co sprawia mi przyjemność, jest zbieranie minerałów i kamieni szlachetnych. Już od najmłodszych lat miałam różne kolekcje. Kiedyś były to figurki zwierzątek, naklejki, „karteczki”. Pewnego razu mój tata przyniósł mi gazetę „Minerały i kamienie szlachetne”, do której dołączone było 22-karatowe złoto w listkach w małej buteleczce. Jednym tchem przeczytałam znajdujące się w gazecie ciekawostki. Zaczęłam prenumerować pismo. Kolejnym kamieniem był ametyst. Znów z zapałem pochłonęłam cały numer. Następny minerał nazywał się tygrysie oko. Każdy był wyjątkowy i piękny. Ich niesamowite kształty, struktury, barwy po prostu mnie zachwycały. Ciekawiła mnie ich waga, miejsce występowania, sposoby powstania. Dostałam specjalne segregatory z przegródkami na każdy okaz. Każdy z moich minerałów pochodzi z różnych miejsc naszego globu. Bardzo lubię je oglądać. Sprawia mi to dużo radości. Czasem biorę je do ręki, unoszę do słońca, żeby podziwiać ich błyszczące plamki. Niektóre minerały są oszlifowane i tym samym gładkie w dotyku, inne zaś pokazują piękno w odłamku skały.

 W jednym z numerów pisma było opisane doświadczenie, które można wykonać, by stwierdzić czy w galenie jest domieszka kryształów kwarcu lub kalcytu. Postanowiłam spróbować. Zarysowałam kamień szkłem, polałam go kilkoma kroplami octu – wszystko według instrukcji. Emocje sięgały zenitu. W wyniku reakcji zaczął wydzielać się lekki dymek o brzydkim zapachu. To był dowód na to, że jest tam kalcyt, ponieważ to właśnie on powoduje wydzielanie gazu.

O każdym minerale mogę mówić bardzo dużo, lubię dopatrywać się w nich nowych kolorów, zaskakujących rysunków na ich powierzchni. Przypominają mi kolory nieba jak np. agat lub turkmenit. Dzięki nim nauczyłam się inaczej postrzegać świat. Wiem teraz, że natura jest niesamowita i ile kryje w sobie cudów. To tylko jedna z moich pasji, ale chciałam Wam o niej opowiedzieć.

Może uda mi się kogoś tym zainteresować albo znaleźć kogoś, kto również podziela tę pasję.

Alicja Machowiak klasa 1A PGS

 

„Załóż mundur i przypnij lilijkę…” – Joanna Piasecka o swojej pasji

Niektórzy mówią, że to duże dzieci, które nie potrafią dorosnąć, w głowie im tylko zabawa i bieganie po lasach. Ja wiem, że to ludzie potrafiący po prostu pięknie żyć pełnią życia.

Zanim wstąpiłam w szeregi harcerstwa, nie wiedziałam o tej organizacji zbyt wiele. Wszystko zaczęło się w kwietniu 2010 roku… moja siostra dołączyła do drużyny. Czasem opowiadała mi trochę o swoich harcerskich przygodach. Początkowo mnie to nie zainteresowało. Nie sądziłam, że mogłabym w przyszłości również zaangażować się w taką działalność.

Sytuacja zmieniła się pod koniec wakacji tego samego roku, kiedy dostałam list od drużynowej. Druhna zapraszała mnie w nim na zbiórkę, która miała się odbyć na początku września. Miałam trochę czasu, żeby się zastanowić. W końcu zdecydowałam, że jednak pójdę. To przecież nie jest żadna zobowiązująca deklaracja. Jeśli mi się nie spodoba, odejdę i po prostu wrócę do domu. Stało się inaczej.

Wystarczyła tylko jedna zbiórka, bym dała się zaczarować magii harcerstwa. Wyjątkową atmosferą braterstwa i serdeczności. Poczułam wtedy, że w tym jest coś więcej niż tylko zabawa i rozrywka. Bardzo chciałam stać się również częścią tego „czegoś”. Już na tej zbiórce zostałam przydzielona do jednego z zastępów, który niestety po krótkim czasie się rozpadł. Ja wciąż nie odchodziłam. Wiedziałam, że tutaj mogę się rozwijać i wiele nauczyć. Zostałam więc przydzielona do innego patrolu o numerze XI i nazwie „Figado”. W nim poznałam najlepsze przyjaciółki – Jadzię i Bogusię. Razem z naszą zastępową spotykałyśmy się co tydzień w szkole Łejery i przeżywałyśmy nowe przygody. Moje przywiązanie do drużyny i harcerstwa rosło.

Już wkrótce stanęłam przed kolejnym wyzwaniem. Po roku nasza przewodniczka przeszła do wędrowniczek, ponieważ była od nas starsza i zgodnie z hierarchią obowiązującą w harcerstwie, należał jej się „awans”. Trochę bałam się tych zmian. Wiedziałam, że teraz spora część obowiązków spadnie na mnie i moje przyjaciółki. Jednym z nich było kierowanie zastępem w trakcie trzytygodniowego obozu. To zadanie nie należało do łatwych, ale chyba spisaliśmy się nieźle, bo przełożeni mieli już nowe plany w kwestii naszej harcerskiej „kariery”. Zdecydowano, że potrafimy już poprowadzić swoje własne zastępy. Bardzo się cieszyłyśmy, bo to wielkie wyróżnienie, ale oznaczało to również, że musimy zostać rozdzielone. Trafiłam do siódmego patrolu „Cesarki” i we wrześniu 2012 roku oficjalnie zostałam mianowana zastępową.

Minęły już prawie trzy lata od początku tej wielkiej przygody. Związałam swoje życie z harcerstwem i nie żałuję. Przede mną jeszcze wiele obozów, biwaków, gier terenowych, harcerskich ognisk, sprawności, przyjaźni i wrażeń. Jestem pewna, że sporo się nauczę. Patrzę z podziwem na starszych harcerzy, którzy tak wiele lat działają w tej organizacji i jeszcze bardziej przekonuję się, że harcerstwo może być pasją, której warto się poświęcić. Ona nie tylko bawi, ale przede wszystkim uczy, jak być coraz lepszym człowiekiem.

Asia Piasecka 1B PGS

Ukryte piękno jest lepsze od jawnego

O swojej malarskiej pasji opowiada Julia Mrozek uczennica klasy 1B PGS

Moją pasją już od najmłodszych lat jest rysowanie. Nie pamiętam, kiedy to się zaczęło… Chyba w momencie, gdy zobaczyłam rysunki mojej mamy. Wywarły na mnie ogromne wrażenie i chciałam rysować tak jak ona. Początki zawsze są trudne. Ja również tego doświadczyłam, bo na początku zupełnie mi nie wychodziło. Zniechęciłam się tym  bardzo,  chciałam nawet zrezygnować. Uważałam, że nie warto dalej rysować.

Na szczęście tego nie zrobiłam i zdecydowałam dalej doskonalić się w tej sztuce. Było warto. Z czasem rysowanie szło mi coraz lepiej. Próbowałam wielu form, ale najbardziej lubię szkic. Uwielbiam rysować martwą naturę, ponieważ nie trzeba jej dokładnie odwzorowywać i można korzystać z wyobraźni. Takich możliwości nie daje tworzenie obrazów ludzi. Ono niesie ze sobą pewne ograniczenia. Artysta nie może być już tak swobodny, jak w przypadku martwej natury.

Nigdy nie miałam zamiaru uczęszczać na zajęcia dodatkowe. Jestem tak zwanym samoukiem – ćwiczyłam rysowanie sama. Ono było dla mnie sposobem na spędzanie wolnego czasu. Często oglądam różne obrazy i rysunki. W ten sposób szukam inspiracji dla własnych malarskich prób i mogę się uczyć od profesjonalistów. Jeszcze nie znalazłam artysty, na którym szczególnie chciałabym się wzorować. Trudno byłoby mi również wskazać ulubione dzieło. Uważam, że każdy obraz jest na swój sposób piękny.

Co daje mi rysowanie? Przede wszystkim potrafię się dzięki niemu lepiej skoncentrować, bo tworzenie obrazów wymaga maksymalnego skupienia uwagi. Z pewnością mogę ciągle „ćwiczyć wyobraźnię”. Umiem także dostrzec ukryte piękno w rzeczach, które na pozór nic nie znaczą. Ta pasja sprawia mi przyjemność. Dzięki niej ciągle przypominam sobie, że… ,,ukryte piękno jest lepsze od jawnego’”. Mogę rysować w każdej chwili!

Kocham to, co robię

O swoich pasjach opowiada Jan Piechota

 

W kręgu moich zainteresowań znajdują się głównie sporty, zwłaszcza tenis stołowy i piłka nożna. Lubię też oglądać filmy i czytać komiksy o Gwiezdnych Wojnach.

Piłka nożna jest moją pasją od szóstego roku życia. Zawodnikiem, którego szczególnie podziwiam jest Łukasz Fabiański, bramkarz Arsenal Londyn – mojego ulubionego klubu. Kocham futbol z wielu powodów. Głównie dlatego, że mój tata jest wielkim miłośnikiem piłki nożnej i to on zaraził mnie i mojego brata swoją pasją. Razem z nim i bratem chodzimy na mecze piłkarskie. Czasem dołącza do nas siostra. Z dużym zainteresowaniem oglądamy również rozgrywki polskiej ekstraklasy i  ciekawe, ważne mecze Ligi Mistrzów. Pasja do piłki nożnej jest obecna w mojej rodzinie od dawna. Mój wujek i pradziadek grali w klubach piłkarskich. Wszyscy zgodnie uważamy, że  najważniejsze jest  piękno tego sportu. To ono nas  przyciągnęło.

Kocham także tenis stołowy. Uwielbiam w niego grać i myślę, że robię to dobrze. Mogę pochwalić się, zwycięstwem w szkolnej lidze tenisa stołowego (w zeszłym roku). Dodatkowo trenuję w Szkolnym Klubie Tenisa Stołowego Rataje 50 Poznań. Ta dyscyplina jest niezwykle emocjonująca i miła dla oka. Moim idolem, na którym się wzoruję, jest Lucjan Błaszczyk, 11-krotny Mistrz Polski w grze pojedynczej.  Przygoda z tenisem zaczęła się dla mnie w wieku 6 lat. Wtedy to mój dziadek własnoręcznie „wyrzeźbił” dla nas stół do ping – ponga, który miał trochę mniejsze wymiary niż standardowy, profesjonalny. Dzięki temu mieścił się w naszym domowym korytarzu. Moim pierwszym nauczycielem był tata, który w dzieciństwie trenował w Polonii Chodzież. Chciałbym grać kiedyś w Akademii Lucjana Błaszczyka.

Kolejną rzeczą, którą się interesuję jest czytanie, ale nie książek, lecz komiksów. Najbardziej lubię Star Wars, których mam w domu mnóstwo. Myślę, że jest to niezwykle interesujące i rozwija wyobraźnię. Oprócz tego z pasją gram w gry komputerowe o tej tematyce, a sześcioczęściową sagę Star Wars znam na pamięć.

Uważam, że dzięki pasji do sportu poprawiam swoją kondycję i mam lepszą koordynację ruchową. Ważniejsza od komputera i telewizora jest dla mnie piłka nożna i tenis stołowy. Natomiast komiksy  pozwalają mi zrelaksować się i zapomnieć o stresie.

Kocham to, co robię.

Maja Górczak o przygodzie z X muzą

Mam na imię Maja i moją pasją jest film. Odkąd pamiętam, filmowy świat mnie intrygował, ale dopiero w gimnazjum na dobre rozpoczęła się nasza przyjaźń. Kiedy miałam 10 lat obejrzałam „Titanica” – to bez wątpienia dzieło, o którym nie można tak szybko zapomnieć. Tak jak statek, 101 lat temu, fascynował ludzi, tak mnie ta produkcja urzekła rozmachem, wielkością, efektami specjalnymi, dopracowaniem szczegółów. Wtedy zaczęłam fascynować się również reżyserią. Co i jak zrobić, by zapanować nad tyloma osobami na planie, zadbać o tak wiele szczegółów, by powstało filmowe dzieło? Od tamtego momentu szukałam odpowiedzi na te i inne pytania. Zaczęłam czytać wiele ciekawostek, książek, magazynów o X muzie.

Od kilku miesięcy chodzę na zajęcia do Pracowni Filmowej w CK Zamek. Mogę zgłębiać tam tajniki sztuki filmowej – nie tylko teoretycznie, ale także praktycznie.

Nie znalazłam jeszcze artysty, na którym chciałabym się wzorować. Jest wiele związanych z tą dziedziną osób, które podziwiam i szanuję, ale żadna z nich nie jest moim autorytetem. Wciąż szukam swojego mistrza.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Film jest dla mnie formą sztuki. Praca nad amatorskimi etiudami, czytanie o historii kinematografii sprawiają mi wielką przyjemność.

 

 

Dominik Kaczmarek “Ja i organy”

Po raz pierwszy dźwięk organów usłyszałem prawdopodobnie w dniu przyjęcia Chrztu Świętego czyli już ponad 15 lat. Kiedyś kuzyni pokazali mi, jak zagrać na malutkim keyboardzie melodię do Alleluja. Następnie tata nauczył mnie dźwięk po dźwięku kolędy Dzisiaj w Betlejem, a kiedy opanowałem już linię melodyczną, zająłem się dodawaniem akordów w lewej ręce. Bazowałem wtedy głównie na prostych trójdźwiękach durowych. Wkrótce przerobiłem samodzielnie podręcznik Ja i pianino i zacząłem korzystać z nut.

Od piątej klasy uczestniczyłem w pozalekcyjnych zajęciach koła instrumentalnego, gdzie mogłem „brzdąkać” na – ogromnym w porównaniu do mojego instrumentu – pianinie. Na kolejne święta Bożego Narodzenia rodzice kupili mi Śpiewnik Kościelny, gdyż najbardziej interesowała mnie właśnie muzyka liturgiczna.  Pewnego razu po koncercie organowym w poznańskiej farze miałem możliwość zagrania na tamtejszym słynnym instrumencie, co było spełnieniem jednego z marzeń.

W szóstej klasie zacząłem brać lekcje gry na keyboardzie w osiedlowym domu kultury, a także zakupiłem większy i lepszy instrument. Z kolei w wakacje uprzejmy organista znad morza udzielił mi kilku wskazówek dotyczących wykonywania pieśni.  W następnym roku kształciłem się w ognisku muzycznym działającym przy szkole na ul. Solnej. Był to, według mnie, czas ogromnych postępów, szczególnie technicznych, a także okres, w którym swoje zainteresowania rozciągnąłem na organową muzykę artystyczną. W 2012 roku, kierując się zachętą organisty z Jeżyc, postanowiłem udać się na drzwi otwarte do Państwowej Szkoły Muzycznej przy  ulicy Głogowskiej. Zdecydowałem w końcu, że będę startował zarówno do szkoły I stopnia – na fortepian, jak i II stopnia – na organy. Po pełnym zniecierpliwienia oczekiwaniu okazało się, iż dostałem się do obu. Wybór był oczywisty. Podczas letniej przerwy w nauce spełniło się moje kolejne marzenie: akompaniowałem i prowadziłem śpiew podczas mszy. Mimo że nie korzystałem z klawiatury nożnej i czasem zdarzały się drobne wpadki, uważam tamten tydzień za najlepszy w czasie wakacji.

We wrześniu,  pełen obaw, rozpocząłem (podwójnie) rok szkolny. Faktycznie, na początku nie było łatwo, ale jakoś dałem radę pogodzić wszystkie obowiązki. Kształcenie muzyczne jest niewątpliwie bardzo czasochłonne, lecz co najważniejsze, sprawia mi przyjemność. Kiedy już zasiądę do instrumentu, trudno mi się od niego oderwać. Zachwycają mnie różnorodne brzmienia piszczałek oraz geniusz muzyki polifonicznej. Jeżeli chodzi o autorytety w tej dziedzinie, wzoruję się m. in. na moim nauczycielu. Imponuje mi również  organista poznańskiej katedry.

 

“Nauczyłam się obserwować świat” – Zuzanna Bandosz o swojej pasji

Nazywam się Zuzanna Bandosz i chodzę do Publicznego Gimnazjum Salezjańskiego. Moją największą pasją jest sztuka, a dokładniej rysunek i malarstwo. Nie bardzo pamiętam, jak to się zaczęło, ponieważ tworzę od najmłodszych lat.

Oczywiście, na początku nie wychodziło mi tak, jakbym chciała. Ręka nie potrafiła odwzorować obrazu z mojej głowy. Rysowałam wtedy tak długo, aż uzyskałam oczekiwany efekt. Ten upór sprawił, że moje prace stawały się coraz ładniejsze. Mimo to czułam, że potrzebuję rad doświadczonych artystów, którzy zdradzą mi tajniki malarstwa. W związku z tym rodzice zapisali mnie na lekcje rysunku, gdy miałam 11 lat.

Cały czas się uczę i robię postępy w tej dziedzinie, chociaż przede mną jeszcze dużo pracy. Poza tym, uwielbiam chodzić do muzeów i oglądać obrazy. Nie mam swojego ulubionego malarza czy kierunku w malarstwie. Lubię wszystkie dzieła, które są interesujące i przemawiają do mnie.

Co daje mi moja pasja? Nauczyłam się obserwować świat. Jest to bardzo ważne, szczególnie przy rysowaniu martwej natury. Jednakże przydaje się także w codziennym życiu, bo sprawia, że świat nie jest taki monotonny, jak mogłoby się zdawać.